Przejdź do zawartości

Strona:PL-Tadeusz Żeleński-Balzak.djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

strym wzrokiem sądząc ludzi i sprawy, w życiu bywał naiwny jak dziecko.
Ten opłakany nieporządek życiowy, ten wciąż przytomny jego oczom kalendarzyk wykazujący na każdy niemal dzień jakieś zobowiązanie do spłacenia, nie pozostał bez wpływu na jego twórczość. Nie zawsze poczęty utwór mógł w nim dojrzeć swobodnie; często Balzac zmuszał się do produkcji nad możność, często kończył pośpiesznie i lada jak wspaniałe dzieło, byle je dostarczyć na termin. Popędzał się nadużyciem czarnej kawy, która stała się jego trucizną; po kilkanaście godzin nie wstawał od biurka; nie dawał sobie urlopu ani wytchnienia. Despotyzm pieniądza uczynił go niewolnikiem pracy; o ile dał mu wytrwałość, którejby mu może nie stało, — o tyle, z drugiej strony, spowodował niejedną skazę na jego dziele. Ale, z tego wszystkiego razem, wyszła — Komedja ludzka. Nie skarżmy się.

4. PIERWSZE TRYUMFY

Zostawiając swoją drukarnię, swoje długi i ich likwidację, Balzac ucieka do Bretanji, gdzie znajduje gościnę u generała de Pommereul, którego ojciec zaprzyjaźniony był