Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/300

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wezwanym, przepadłeś. Trzeba nauczyć rozumu ten kramik.
— Ale jeśli mnie nie wezwie?
— Wezwie.
— Jeśli zbyt długo będzie się ociągać...?
— Wezwie niebawem. Do paralusza! człowieka takiego jak ty nie tak łatwo zastąpić. Jeśli powrócisz sam z siebie, będziemy się dąsać, każemy ci drogo zapłacić twój wybryk; nałożymy warunki jakie nam się spodoba; trzeba się będzie poddać; trzeba będzie ugiąć kolano. Czy chcesz być panem czy niewolnikiem, i to niewolnikiem najpodlejszego gatunku? Wybieraj. Aby rzec prawdę, twoje postąpienie było nieco lekkie; nie wygląda na człowieka mocno rozkochanego; ale co się stało, to się stało; i, jeśli możebnem jest wyciągnąć z tego pożytek, nie trzeba spudłować.
— Płakała!
— No i cóż? płakała. Ostatecznie, lepiej niech ona płacze, niżbyś ty miał płakać.
— Ale jeśli mnie nie zawezwą?
— Zawezwą, powiadam. Skoro się tam zjawiam, nie mówię o tobie ani słówka, jakby cię wcale nie było na świecie. Krąży koło mnie: ja nic; nie zwracam uwagi; wkońcu, pyta czy cię widziałem; odpowiadam obojętnie, czasem tak, czasem nie; mówimy o czem innem; ale zawsze rozmowa schodzi na twoje zniknięcie. Pierwsze słowo pada ze strony ojca, matki, ciotki, albo Agaty; mówią: Po tylu względach, jakie mieliśmy dla niego! życzliwości, jaką okazaliśmy mu w niedawnej przygodzie! przyjaźni, jaką żywiła dla niego Agatka!