Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/283

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Bardzo smutne, drogi Le Brun. Ale nie o to chodzi; posłuchaj: mam ci słóweczko do powiedzenia...“
Siadam. Kawaler i Le Brun usuwają się w kąt i rozmawiają po cichu. Z rozmowy ich mogę powtórzyć jeno kilka słów pochwyconych w locie...
„Pewny?
— Najpewniejszy.
— Pełnoletni?
— Bardzo.
— To syn...?
— Syn.
— Czy wiesz pan, że nasze dwie ostatnie sprawy...
— Mów ciszej.
— Ojciec?
— Bogaty.
— Stary?
— I schorowany“.
Le Brun głośno: „Powiem panu, panie kawalerze, że nie mam ochoty wdawać się w żadne interesa. Z tego zawsze są tylko przykrości. Ten pan jest pańskim przyjacielem, to bardzo pięknie. Wygląda na godnego człowieka; ale, mimo wszystko...
— Drogi Le Brun!
— Nie mam pieniędzy.
— Ale masz znajomych.
— To wszystko łajdaki, opryszki z pod ciemnej gwiazdy. Panie kawalerze, czy panu nie zbrzydło paskudzić się z takimi ludźmi?
— Konieczność jest najwyższem prawem.
— Konieczność, która pana przyciska, to konieczność bardzo wesoła: buteleczka, partyjka, dziewczyna...