Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/093

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— A dzieci?
— Doskonale!
— A to małe, co ma takie ładne oczy, pulchniutkie, rozkoszne?
— Najlepiej ze wszystkich; umarło.
— Czy uczy ich pan czego?
— Nie, pani.
— Jakto! ani czytać, ani pisać, ani katechizmu?
— Ani czytać, ani pisać, ani katechizmu.
— Dla czego?
— Bo i mnie też niczego nie uczyli, i wcale przez to nie czuję się głupszy. Jeśli mają głowę na karku, dadzą sobie rady jak ja; jeśli są osły, wszystko czegobym ich nauczył, pomnożyłoby tylko ich osielstwo...“
Jeśli spotkacie kiedy tego oryginała, wiedzcie, iż nie potrzeba być mu znajomym, aby się wdać w gawędę. Zaciągnijcie go do szynku, powiedzcie o co chodzi, każcie iść z sobą bodaj dwadzieścia mil: pójdzie; wykorzystawszy go, odprawcie bez grosza: wróci zadowolony.
Czy słyszeliście kiedy o niejakim Prémontvalu, który dawał w Paryżu publiczne lekcye matematyki? To jego przyjaciel... Ale Kubuś i jego pan może się już spotkali: chcecie, byśmy pospieszyli do nich, czy wolicie zostać ze mną?... Otóż, Gousse i Prémontval prowadzili wspólnie szkołę. Pomiędzy uczniami, którzy cisnęli się tłumnie, znajdowała się młoda dziewczyna, nazwiskiem panna Pigeon, córka owego zręcznego majstra, który zbudował dwie planisfery, przeniesione z czasem z Ogrodu królewskiego do sal Akademii Umieję-