Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/057

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gospodarz i jego małżonka wstali nieco później niż zwykle.
PAN. — Bardzo wierzę.
KUBUŚ. — Obudziwszy się, rozsunąłem pomału firanki i ujrzałem gospodarza, żonę i chirurga w tajemniczej konferencji na progu. Po tem co słyszałem w ciągu nocy, nie trudno było domyślić się treści. Chrząknąłem. Chirurg rzekł „Obudził się; zejdźcieno, kumie, do piwnicy, golniemy łyczek; to daje dziwną pewność ręki. Zdejmę następnie opatrunek i pogadamy o reszcie.“
Skoro przyniesiono i wypróżniono butelkę, bowiem, wedle terminów sztuki, golnąć łyczek, znaczy wypróżnić conajmniej jedną butelkę, chirurg zbliżył się do łóżka i rzekł: „Jakąż mieliśmy noc?
— Niezłą.
— Proszę rękę... Dobrze, dobrze, puls wcale niezgorszy, gorączki prawie że już niema. Trzeba zobaczyć kolano... Dalej, gosposiu, rzekł do gospodyni, która stała w nogach łóżka za firanką, pomóżcie nam...“ Gospodyni zawołała na któreś z dzieci. „Nie dziecko nam tutaj potrzebne, ale wy sami; jeden fałszywy ruch przysporzyłby roboty na miesiąc. Zbliżcież się, pani kumo.“ Gospodyni zbliżyła się ze spuszczonemi oczyma. „Weźcież nogę, tę zdrową, ja biorę na siebie drugą. Powoli, powoli... Tak, ku mnie, jeszcze troszeczkę ku mnie... Mój przyjacielu, wykręćno troszeczkę na prawo... o tak... jesteśmy w domu...“
Trzymałem się oburącz siennika, zgrzytałem zębami, pot ściekał mi po twarzy. „Mój przyjacielu, to nie zabawa.“