Strona:PL-Denis Diderot-Kubuś Fatalista i jego Pan.djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zdobycz. Kubuś siada z powrotem na konia i rusza truchcikiem ku miastu, mówiąc w duchu: „Otóż i byłby zegarek, pomyślmy teraz o sakiewce...“ Kramarz zamyka w pośpiechu walizkę, bierze ją z powrotem na plecy i spieszy za Kubusiem, wołając: „Złodziej! złodziej; morderca! na pomoc! do mnie! do mnie!..“ Było to w porze zbiorów: w polu było pełno pracowników. Wszyscy porzucają sierpy, gromadzą się koło przekupnia i pytają gdzie złodziej, gdzie morderca.
„O ten, oto jedzie.
— Jakto! ten tam, który wędruje truchtem ku bramom miasta?
— Ten sam.
— Idźcież człowieku, źle macie w głowie, toć złodziej nie jedzie takim krokiem.
— Złodziej, powiadam wam, złodziej: wydarł mi przemocą złoty zegarek...“
Ludzie nie wiedzieli komu wierzyć, krzykom przekupnia, czy spokojnemu truchtowi Kubusia. „Słuchajcie, dobrzy ludzie, krzyczał ciągle kramarz, zarżnięty jestem, jeśli mi nie pomożecie; wart był trzydzieści ludwików jak grosz. Ratujcie mnie, toć on uwozi moje mienie: jeśli mu przyjdzie ochota puścić się galopa, mogę się pożegnać z zegarkiem...“
Kubuś, o ile nie był w możności słyszenia krzyków, mógł łatwo widzieć zbiegowisko: wszelako nie przyspieszył kroku. Wreszcie, nadzieją nagrody, udało się kramarzowi zachęcić chłopków do pogoni. I oto gromada mężczyzn, kobiet i dzieci puszcza się za Kubusiem i krzyczy: „Złodziej! złodziej! morderca!“ kramarz zaś kuśtyka za nimi tak chyżo jak tylko