Przejdź do zawartości

Strona:PL-Boy-Igraszki kabaretowe.djvu/096

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

była jego cichem i głęboko ukrywanem z obawy przed Marysieńką marzeniem. Kolosalne wizye przyszłych zwycięstw i tryumfów przesunęły się nagle jak żywe przed okiem bohatera, podczas gdy drugie spoglądało nieśmiało i pytająco na żonę.
 A twarz królowej Marysieńki okryła się jakąś nieziemską powagą i dziwny spokój i majestat brzmiał w jej głosie, kiedy podniósłszy oczy do góry, rzekła:
 Jasiu, ratuj chrześcijaństwo...

..................

 I Jaś uratował chrześcijaństwo...