Strona:PL-Boy-Igraszki kabaretowe.djvu/034

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I ty, uroczysta klempo
W Twojej wiecznej sukni bordo,
Z Twoją beznadziejnie tępą
— Powiedzmy otwarcie — mordą;

Ty orędowniczko dzielna
Uciśnionej polskiej nacyi,
Arcykapłanko naczelna
Naszej starobabokracyi;

Ty, co w »Piątki« lub »Soboty«
Polskich dusz sprawujesz rządy,
Starodawne wskrzeszasz cnoty,
A druzgocesz »nowe prądy«;
 
Co na fiksach i na rautach
I na dobroczynnej sesyi
Pytlujesz o pruskich gwałtach,
O »modernie« i »secesyi«;

Ty, co wszelkich zadań bytu
W mig rozstrzygasz każdy problem,
Gdy człek myśli, jakim by tu
Zamknąć babie gębę skoblem;
 
Ty, strącona z Łysej góry
W salonu fałszywy »ampir«,
Gdzie nas bierzesz na tortury
I krew nudą ssiesz jak wampir;

Ty, co głupoty powagą
Najmądrzejszych wodzisz za łby,
Ty! którą po śniegu nago
Człowiek bez litości gnałby;