Strona:PL-Boy-Igraszki kabaretowe.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


II.

To rzecz nie do uwierzenia
Co on ma za przywidzenia!
Czasem coś bez sensu maże
I mówi, że to witraże.
To znów wieczór biega nago
I rozbija wszystkich lagą.
Ciotka krzyczy: Joseph, arrête!
A on: Ciociu, to kabaret!
Wszystkie meble w domu psuje,
Mówi, że sztukę stosuje.
Wszędzie wlezie, wszędzie dotrzze,
Deprawuje dzieci młodsze.
To rzecz w Polsce niesłychana,
Nie chcą wierzyć już w bociana!
Kiedyś wpada mała Hanka:
— Ciociu, jestem rotomanka!
»Któż cię tak nauczył?!« — Józio! —
Mówi z rozpaloną buzią.
»A ja — szepleni Ludwiczka —
Jestem święta pla-samiczka«.
Chociaż zwykle dobra, słodka,
Zawyła ze zgrozy ciotka,
Raziła ją nakształt gromu
Taka hańba w polskim domu!