Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/99

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W STARYM DOMU.


„Ostatni raz piszę do was! Jeśli mię nie poratujecie — zginę! Za tydzień muszę zapłacić sfałszowany weksel, albo stanąć przed sądem! Następstwa takich spraw znacie — rozpisywać się o tem nie mam potrzeby. Położenie moje straszne! Jako dowód może służyć to, że jeszcze raz piszę do was! Kiedyście mię wydziedziczyli w podstępny, niegodny sposób, poprzysiągłem, że wprzód się powieszę, niż zwrócę się do was z jakąkolwiek prośbą. Strach hańby złamał postanowienie. Ratujcie ten raz, oh, ratujcie! Przez trzy nocy grałem jak potępieniec, myśląc, że się los nademną zlituje. Napróżno! Szaleję od strasznych myśli — umrzeć nie mam odwagi! Przed rokiem obwiesiłbym się może — dziś i ta resztka sił zmarniała bez śladu. Nie obiecuję nic, nie przyrzekam — nie uwierzylibyście mnie, a i ja sam sobie dawno już nie wierzę — drżę przed hańbą! Ratujcie! Tysiąc rubli — to dla was drobnostka; życie więcej warte — eh, może i nic niewarte, ale ja umrzeć nie mogę! Chyba, że mi czaszka pęknie z bólu, że oszaleję z bólu i rozpaczy, wówczas może odwaga się znajdzie — skończę jakkolwiek. Oh, ratujcie! Popełniając fałszerstwo, byłem nieprzytomny, pijany może — nie wiem! Występek ten boli mię — wobec bólu nawet strach hańby blednie — nie zdążyłem przehulać całego sumienia. Ratujcie, może potem — umrę!“