Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


groszy w zapasie; bo teraz to kiepsko idzie! Dziś z jatek ledwie-że umknąłem. Nie daj Boże zadawać się z babami! Ściągniesz u niej jakie kilka złotych, a krzyku na kilka rubli narobi. A co bóty, dobre?
Jasio wysunął odziane nogi i przyglądał się im z zadowoleniem. Za najszczęśliwszych dni nie zaznał takiego zbytku!
— Chyba na świecie lepszych niema — odrzekł.
— Masz tam jaką kopiejkę?
Jaśko wydostał z zanadrza kilka miedziaków.
Józiek wziął i odszedł w milczeniu.
Za parę tygodni dotrzymał słowa: kupując sobie odzienie, kupił mu noszoną kurtkę i czapkę na tandecie. W kwietnią niedzielę przystroili się obaj i poszli do katedry. Parę razy przedtem Jaśko zaglądał w tę stronę; muzyka wabiła go, a i wspomnienie pacierza snuło się po głowie. Lecz ile razy zbliżał się do kruchty, żebraczki gnały go kijem, lękając się oberwanego współzawodnika; próbował wejść przebojem, otrzymawszy kilka szturgańców, plunął w same oczy jednej, drugiej babie i pobiegł ze wszystkich sił przez plac, rad, że rzucony w ślad za nim kamień tylko końce pięty zadrasnął. Dziś wpuszczono ich bez oporu; wyglądali jak chłopcy rzemieślniczy. Józiek miał nawet czerwoną chustkę na szyi. Stanęli przy drzwiach: Jasio oglądał się lękliwie. „Popróbuję pacierza“ — pomyślał. Przeżegnał się, ale dalej nie szło. Nigdy nie był mocny w pacierzu, a przez kilkomiesięczne wakacye zapomniał wszystkiego, co umiał. Zwrócił oczy na chór: tam grali; słuchał... Powoli obejmował go żal i strach jakiś, tulił się do ściany, miął czapkę w ręku... naraz zdało mu się, że kobieta siedząca pod filarami, to jakby jego matula... taka blada, schorowana i patrzy na niego smutnie, zupełnie tak, jak wówczas przed śmiercią, kiedy mówiła: „Nie kradnij Jaśku! Oh, nie kradnij!...“ Patrzał i ona patrzała. Włosy powstawały mu zwolna na głowie, i tak robiło się gorąco, aż nogi