Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



NIEWIERNA.


....Już to przyznać trzeba.... że jestem dość szczęśliwy!... Wszystko, co zamierzę, idzie mi jak spłatka... wprawdzie zręczność i wytrwałość wiele mogą... wówczas i okoliczności sprzyjają... Hm, jak ogarniesz myślą przyszłość!... Ile to razy noga zsuwała się nad przepaścią!... Zdobyte doświadczenie zachowa nadal od.... szwanku.... w przyszłości już to się nie powtórzy! Żałuję taranta! zamieniłem go na kulawą szkapę, kosztowna grzeczność. Cóż robić! Nie ten jedzie kto ma konie, lecz kto... smaruje!... Wszakże... warto być oszczędniejszym... już wolę przegrywać w karty do potrzebnych figur... przynajmniej jest nadzieja na rewanż! Ile to razy wypada naginać karku, nim człek zdobędzie jakiekolwiek środki do życia! Gdybyż tylko kark odpowiadał za wszystko! Ale tu kieszeń główną gra rolę! Nim się napełni, wprzód wypróżnić się musi!... Jak to wszystko systematycznie urządzono na świecie! No, ale teraz zdaje mi się, że zbliża się do pewnej przystani!... Czas, wielki czas! Czterdziestka za pasem... czupryna przerzedza się... siwieje; na protekcyę kobiet coraz mniej liczyć można.. a to, jak nic, jednem zerem mniej w budżecie szczęścia!... Oh, kobietki, jakto dobrze, że one nie wszystkie są podobne do siebie! Żeby takich więcej jak moja żona?... brrrr... zęby się ścinają na to wspomnienie!... Gdyby mi też... dobre maniery pozwoliły... wybić ją raz jeden tylko!... Fi, skandal! Zimna