Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/310

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


słuchała jak bajki, uśmiechnęła się nawet złośliwie; przypomniawszy o fotografii — zdrętwiała. Gilewicz mógł jej oznajmić, że jest kuzynką cesarza chińskiego, słuchałaby również spokojnie.
— Tak, tak.... przypominam sobie... — szeptała — przypominam..
Gilewicz patrzył na nią uważnie.
— Zawiodłaś się pani trochę. Cóż robić... takie prawo! Stary powinien był zrobić testament, wówczas... możeby jakkolwiek... Hm, stało się... Zresztą spadek to niewielki, kilka tysięcy... roczna pensya ojca pani więcej wynosiła!... Tak, tak, smutno trochę.. Ja sam, żałuję szczerze, ale cóż począć... przeciw prawu... trudno!
Gadał dalej na ten temat, trochę zakłopotany... kręcił młynka palcami; chciałby, żeby ona sobie poszła, nie był stworzony na pocieszyciela, żartować nie wypadało. Spojrzał parę razy z ukosa i zamilkł.
. Siedziała nieruchoma z głową przechyloną na ramię... Czuła że trzeba wstać, odejść, że tu już niema nic do zrobienia... ale nie mogła jakoś... Milczeli; w pokoju brzęczało kilka komarów zabłąkanych przez otwarte okna, pies skrobał się pod stołem, uderzając łapą o posadzkę. Gilewicz poruszył się w fotelu, Lipska wstała; należało odejść, inaczej gotów jeszcze wyprawić; podała rękę, ale przemówić nie miała siły. Wyszedł za nią na ganek i tu, na świeżem powietrzu, odzyskał zwykłą swobodę.
— Żadna piękna kobieta nie wychodzi odemnie bez bukietu — zawołał, wyprzedzając ją na schodkach. Kilka róż, narcyzów, trochę drobnych kwiatków; złożę bukiecik godny rączek pani.
Zrywał kwiaty jedne po drugich, ona stała na środku drogi, obejrzała się na dom, na ogród... Przed godziną śniła, że to było jej własnością... Ogarniała ją dziwna bezwładność... doznany zawód sparaliżował resztę energii. Na dworze zciemniało już zupełnie. Całe życie miasta