Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nocy, ale kochał ją szczerze i zawsze pamiętał, że jej rodzice dopomogli mu w ciężkiej chwili. To też od czasu jak owdowiała, przesyłał jej po kilka rubli miesięcznie, zalecając, żeby z pieniędzmi była oszczędną, gdyż marnotrawstwo do niczego nie prowadzi; chaty zaś i ogrodu pilnował szczerze, mówiąc, że jest tylko jego dożywotnią własnością. O domku tym myślała nieraz, nadzieja spadku osładzała czasami zbyt ciężkie życie. Przez cztery lata była żoną człowieka, którego szczerze kochała, chociaż nie zawsze pojmowała dostatecznie. Żyli w biedzie, karmiąc się nadzieją, każde po swojemu: on pracował, myśląc, że z czasem dopełni wiedzę zdobytą w uniwersytecie, ona — że mąż jej pracowity, uczony, poważny, zostanie wkrótce sławnym doktorem, będzie dużo zarabiał, wówczas zajmą ładne mieszkanie, będą mieli schody wysłane dywanem i lokaja; w salonie zaś, obok eleganckich mebli, papugę w złoconej klatce i złote rybki, do szyku przywykła u rodziców, dokąd ojciec był naczelnikiem, a potem prezesem jakiegoś towarzystwa. Wyszedłszy za biednego lekarza powtarzała wraz z nim, że zbytek to największe głupstwo, w duszy zaś rada byłaby żyć po dawniejszemu. Tymczasem mieszkali w oficynie starej kamienicy; koło drzwi ich przepływał rynsztok, na którym położono kilka nadpsutych desek w postaci mostka, i stała zielono pokostowana beczka do zbierania wody. Wchodziło się po schodach ciemnych i brudnych, na których zalatywała woń śledzi i ryb, jakby wszystkie dni w tygodniu były szabasowe. W całej tej Galilei tylko na jednych drzwiach bielił się bilet wizytowy z napisem: Józef Lipski — lekarz. Zajmowali dwa pokoje i przepokój, przegrodzony firanką, za którą znajdował się komin i sypiała służąca, marna kucharka, która codzień przysmalała im obiad, napełniając mieszkanko dymem i czadem. To też Lipska tylko w słotę siedziała w domu, wyglądając przez okno; w jaśniejszą pogodę wybiegała do miasta na cały ranek. Z wyprawy pozostało jej dużo pię-