Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/253

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zostać najbogatszą gospodynią w wiosce. Przed weselem tyle się nasłuchała o swojem szczęściu, że w końcu sama już powtarzać zaczęła:
— Otóż mnie Bóg doleczkę daje! Teraz jednak w uszach szumiały inne słowa... Zżymała się na samo wspomnienie!..: W tej karczmie Marcin przybił jej Michałka — tak, Marcin! sam powiedział jej o tem dziś, gdy podpił trochę, wracając z kościoła. Może łgał?... potrzęsła głową przecząco. Oh, nie! Takich rzeczy nikt nie wymyśla na siebie! Stary ukołysany nieco żal za tamtym, odżył w całej sile.
— Oh! biednieńki ty mój... oh sieroteńka nieszczęsny! oh! zgubili ciebie źli ludzie! szeptała, nie poruszając ustami. Zostawił ty mnie jedną na świecie szerokim... zostawił! O biednaż moja główeńka!... Oh! doleczka ty moja nieszczęsna! Świat cały znikł jej z przed oczu! Powoli, jak lunatyczka, odwróciła głowę od oświetlonych okien karczmy, spojrzała na drugą stronę drogi, tam dalej, gdzie szumiało kilka jodeł na wzgórzu! Była tam jakaś siła dziwna, niepokonana, siła uczucia bez granic; uczucia, które podtrzymywało życie w tej wątłej, cichej jak kwiat polny istocie! Szła w tę stronę, sunęła się raczej, słuszna jej wysmukła postać wyglądała jak cień boleści wśród śnieżnej, spokojnej przestrzeni!
Gdy o świcie karczma wypróżniać się zaczęła, ludzie rozweseleni lub senni wracali do chaty, ze wszech stron słychać było wykrzykniki:
— Ot mróz, a niech go choroba ciężka!... ot ciśnie!
Para buchała z ust, śnieg skrzypiał pod nogami; każdy śpieszył do chaty, niektórzy tylko chrapali w karczmie pod ławą. Marcin wyszedł za drugimi, oddawna spostrzegł, że żonka zniknęła, myślał, że do swego malca poszła, i nie rozpytywał się o nią. Teraz spostrzegłszy gromadki bab przy płocie, zawołał: Ej, baby! a czy niema tam mojej żonki! Tak sobie z wesołości! miło mu było, że mógł wśród całej wioski nazwać swoją żonką szczerze ukochaną ko-