Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/228

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


orał zwolna po niebie, pachło jesienną rosą, suchą trawą, w powietrzu zabierało się na przymrozek. W chatach ogień widać w każdem okienku, w ulicy już pusto, psy leżą przed wrotami. Idąc, patrzył w przeciwną stronę, pod las, gdzie nocleżniki ogromny ogień rozłożyli, a w duchu myślał, że jeśliby teraz który z sąsiadów wyszedł przed wrota i zapytał dokąd idzie, odrazu zacząłby z nim o wielkim ogniu gadać. Nikt nie wyszedł, a Marcin zdaleka już spostrzegł Natalę, bosą, bez chustki na plecach; zbierała przed nocą uprane szmaty z płotu. W okienku nie było światła; szewc dziś nie pracuje, a księżyc dostatecznie oświeca malutką izbę. Zbliżywszy się stanął przy płocie, i zrazu zaniemiał jakoś, z pustego młyna powiało chłodem, zżymnął się, sam nie wiedząc dla czego.
— Michałko w domu? spytał i obejrzał się ku wiosce,
Spojrzała na niego przez ramię, nie przestając zbierać sztywnych jak róg koszul i ścierek.
— Wiecie, że niema odrzekła. W tej chwili Żuczek spoczywający przed drzwiami powstał, i, kiwając ogonem zbliżył się do rozmawiających, spojrzał badawczo w twarz Marcina.
— Aha niema! no to i dobrze! Patrzał na nią z głupiowatym uśmiechem.
— Wy musi być trochę wypili... a? idźcie, a to później do chaty nie traficie. Zabierała się odejść.
— Czego ty Nataleczko odemnie uciekasz jak od zarażonego? spytał, a zęby dzwoniły ze strachu. Teraz właśnie należało przytrzymać za spódnicę; nie śmiał, lękał się, żeby nie zrobiła harmideru; a Żuczek patrzał mu w oczy uporczywie. Marcin gotów był kopnąć go nogą w szyję!
— Gdzież ja uciekam? jak stała tak stoję, to wam świat cały z przed oczu ucieka!
— Bo ty mnie lękasz się hę? próbował uśmiechnąć się, wykrzywił usta, a w duszy coś szeptało: eh jaki ślimak! baba stoi czeka... a tu!... no, no, zaraz, ot zaraz! przestę-