Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/224

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie chodziła; on zaś odszedł do studni, wody jednak nie pił, przestał chwilkę i znowu obejrzał się na konopie Stefanowej.
— Hm, wiadomo ludzie! Marcinowi wydało się to bardzo naturalnem, mimowoli przyszło mu na myśl, że i przy młynie jest ogród z konopiami, miarkował zarazem, czy Natala schowa się w nich z głową, czy tylko po ramiona?
Jeśli wieczór był ciemny, zdaleka już widział oświetlone okienko. Nim wszedł, zaglądał do izby przez szybę, chociaż zawczasu wiedział co ujrzy: szewc siedzi na nizkim stołeczku, przed nim, na trochę wyższym, lampka i różne szewckie przybory. Żonka obok niego przysiadła na ziemi, ręce skrzyżowała pod piersiami i gada o czemś, wpatrzona jak w obraz w pochyloną głowę męża, od czasu do czasu odgarnia mu ręką włosy z czoła, wówczas on szczypie ją za policzek, mówi coś śmiejąc się; za oknem słów nie słychać, ale pewno „ej ty moja babo!“ powiedział, tak mu przynajmniej z oczu patrzy! Malec siedzi na stołku między kopytami, kłębek z dratwą przycisnął do piersi, drugą ręką przebiera szydła i świdry; zajęty nie ma więc czasu grymasić. Lampka oświetla tylko małą przestrzeń, dalej ciemno, koło komina bieleją szmaty rozwieszone na sznurku, w jednym kącie widać pościel na łóżku. Cała izba wygląda, jak skrzynka: dwoje mieszczą się z biedą, trzeci zawadzałby, żeby był trochę większy! Tymczasem gospodaruje na stołku: zebrał do koszulki wszystkie gwoździe, naplątał dużo dratwy, a dokonawszy tak wielkiego dzieła, zamyślił się! Zaczyna czmychać po cichu.
Od stołka do kołyski krok tylko; matka ułożyła go, okryła, kołysząc, śpiewa dla niego niby, w istocie zaś dla siebie i szewca; a tam za drzwiami, w pustym młynie jęczące echo wtóruje żałośnie. Marcin w swojej chacie nigdy śpiewu nie słyszy; żonka jego, jak wszystkie zresztą zamężne kobiety, chyba tylko czasem przy żniwie zaciąga