Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/216

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


stawiłkilka kawałków skór przy ścianie na słońcu, szewcowa powiesiła w oknie koszulę i parę świeżo upranych spodni, pustka przestała być straszną: zdawało się, że oznaki ludzkiej pracy wypędziły „złego“, jeśli naprawdę mieszkał tu kiedy. Baby tylko szeptały czasami:
— Oj, skręci „on“ im kark; skręci! z tym żartów nie ma! Filip jak chatę stawiał, tylko parę belek i trochę cegieł z tej pustki wziął, a jaką miał potem biedę! Wilk owce chwytał mu przez trzy lata, na czwartym ciełuszkę schwycił, z chaty choroba nie wychodziła, wiatr strzechę zerwał! Nakoniec sam jak zaczął pić, tak teraz nigdy prawie do chaty trafić nie może! „Wodzi“ go po bagnach, w koło młyna i najczęściej pod cudzemi wrotami z nóg zbija. Jeszcze kiedy piorunem podpali, i cały dobytek spłonie jak świeca!
— Lepiejby już służyć poszli?
— Hm, każdy chce swój kąt mieć, chociażby we młynie!
Z szewcową jednak żyły w zgodzie. Kobieta była młoda, pracowita, a że swego gospodarstwa nie miała, najmowały ją do roboty, za trochę wełny, za len, słoninę lub zboże, czasami za pieniądze. Ale, że cudza była, z jakiejś wsi dalekiej, i tu ani żywego ducha z swoich nie miała, traktowały ją trochę z góry; między sobą rozmawiają na ulicy o tem i owem, a gdy szewcowa się zbliży, milkną, albo rozchodzą się w swoją stronę? bo i o czem z nią gadać? Dobytku swego nie ma, kur nie trzyma, kawałeczek tylko ogrodu przy młynie zasiewa — wiadomo bezdomna kobieta! Ile razy jednak, odszedłszy na robotę, malca swego zostawi na ulicy wraz z innemi dziećmi, każda o nim pamięta, jak o własnym, więcej nawet; krzywdy mu zrobić nie dadzą, nakarmią akuratnie, w deszcz do izby zabiorą, a wieczorem, gdy matka przyjdzie po niego, zawsze mu w rękę wsuną chleba czy sera kawałek, żeby tylko biedne dziecko z próżnemi rękami nie odchodziło z chaty; jedne wierzyły, że od tego szczury giną, inne zaś, że gąsienice kapusty