Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dzie tu chyba po jego trupie! Marcinowa tymczasem wykrzykiwała przed karczmą, ból serdeczny dodawał jej siły; słuchając zdaleka, trudno byłoby uwierzyć, że taka mała i słaba kobieta tak głośno krzyczeć potrafi! Kiedy już ochrypła i zaniemiała, Szmul odchylał okno ostrożnie:
— Nu, głupia, czego wrzeszczysz? przemawiał, próbując trafić do jej serca i rozsądku. Kto tu twego krzyku lęka się... a?... twój mąż nie taki głupi, żeby baby słuchał, nu, tak po co tobie gardło drzeć!
Okno zamykało się, a Marcinowa wygadawszy co miała na duszy, wracała do chaty. Nieraz już baby groziły Szmulowi, że karczmę spalą do szczętu, a na tem miejscu rózgi dla swoich dzieci pesieją; Szmul śmiał się z tych pogróżek; dla świętego spokoju między pierwszą chatą z brzegu postawił dla kozy stajenkę z kołków i suchych gałęzi. W tych stronach był to pierwszy krok na drodze wzajemnej asekuracyi.
Wracając, opowiadała o swojej biedzie każdej spotkanej sąsiadce; słuchały cierpliwie; gdyż Marcinowa miała ośm kur i koguty, odzieży wszelkiej poddostatkiem, każdej niedzieli niosła cokolwiek do miasteczka na sprzedaż, więc słowa jej wyglądały sprawiedliwiej, rozumniej niż wszelkiej innej baby! Tak tedy Marcin, chociażby chciał czasami wypić trochę sam na sam ze Szmulem incognito, bez wszelkich ulicznych ostentacyj, nie mógł, żonka nie pozwalała! Dzięki dbałości o przyszłość przyszłych dzieci, o dobytek zamożność, sława jego rosła z dniem każdym, chociaż go nikt jako żywo bardzo pijanym nie widział. Na pijano mało dbał o opinie, wytrzeźwiony — rozmyślał często: za co Bóg skarał go taką porządną kobietą? Miała zamrzeć na Zielną, potem na Gromniczną... tak przynajmniej baby gadały, a one znają się na tem przecież! Wówczas wziąłby sobie choćby najbiedniejszą, byleby tylko spokojną! Taką jak szewcowa naprzyklad? Oh, to dobra baba, głosu jej, nie słyszy, chyba wówczas, gdy śpiewa! Tymczasem jednak