Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie miał odwagi! Jeżeli szafował czasami, to tylko włassnym potem: za kwaterkę orał nieraz dzień cały ogród żydowski! a gdy mu żonka wymawiała, że już duszę własną djabłu sprzedaje, milczał i wysuwał się z chaty. Tchórzowstwa swego nie wstydził się wcale, pewnym będąc, że przed swarliwą babą nawet „zły duch“ ucieka. Chatę miał prawie nową: ściany poczerniały u dołu, w górze zaś, wyżej okien, pod grubą słomianą strzechą żółciły się jakby przed rokiem stawiane; okienka spore, szyby jasne, czyste, jak nowe! dwie jarzębiny stały po obu stronach, osłaniając strzechę do połowy. Dawniej, kiedy nie był jeszcze żonatym, lubił swoją chatę, zdawało mu się, że w całej wiosce niema piękniejszej! I teraz lubił ją jeszcze; pomimo to, przeklinając żonkę od piorunów, nie wahał się razem i chatę przeklinać!
Dokuczyła mu już do żywego ta wiedźma! Z rana słonko jeszcze nie wstało, za mgłą poranną świata bożego nie widać, ptaki nawet ze snu zbudzić się nie zdążyły ona już wraca z wiadrami wody albo z workiem zielska na plecach! od samego progu wymyśla mężowi od niedołęgów, hultajów, od grzeszników i nicponiów. Zawodzi żałośnie nad własną dolą, że na wszystkich pracować musi, odpoczynku nie zna, że wolałaby w ziemi gnić, niż patrzeć jak wszelkie dobro marnieje, przybytku niema, a na starość kij i torba żebracza grozi! Śpijże tu człowieku przy gruchaniu takiej gołąbki! Wstawał tedy, chociaż kości bolały od wczorajszej pracy, oczy kleiły się, a głowa jakby cudza ciążyła z ramienia na ramię; wychodził przed wrota, wioska spi jeszcze, pastuch nawet bydła nie myśli wypędzać! Psy patrzą na niego zdziwione, że psuje porządek rzeczy, wyprzedzając rannem wstaniem kury i koguty. Każdego ranka czuje się bardzo nieszczęśliwym, wieczorem jednak przyznaje, że żonka ma słuszność: pędzi go wprawdzie bez litości, ale robota idzie u nich prędzej i lepiej, niż u sąsiadów!