Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/202

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ze starym niema co marudzić, rzekł; jak tylko — trumna będzie gotowa, tak i pociągniem; dobrze byłoby dziś ogród zabronować choć wieczorkiem, jak wrócim!
— Dobrze byłoby, tyle co szkapy pomęczone będą; siwy jeden nie zaciągnie, trzeba będzie i łysego założyć.
— Łysy kuleje, wczoraj cały dzień bronował. Możeby Jan kobyły pożyczył?
— Eh, obejdziem się swojemi, czy to daleka droga! Już lepiej dziś w ogrodzie nic nie robić! zmarnowali dzień, cóż począć, pierwej czy później, starego trzeba było pochować!
Trumna była długa, szeroka, wygodniejsza może niż chata, w której staruszek cały swój wiek przeżył. Pod głowę nakładziono wiórów, Franek wlazł do środka, wyciągnął się:
— Ot i gotowa! zawołał; a teraz wóz obejrzeć trzeba.
Pod wieczór, kiedy wszyscy wrócili z pola, podwórko, sień i izba napełniły się narodem; pomimo to cisza panowała wielka. Śmierć i do chłopskiej chaty umie wchodzić z właściwą sobie powagą. W milczeniu wynieśli trumnę na wóz i kiedy konie ruszyły, baby jednoczośnie zaczęły zawodzie żałośnie. Swaci, kumy i zwykłe sąsiadki czuły się w obowiązku lamentować do końca wioski, tu niektóre zatrzymały się, przeprowadziły trumnę wzrokiem i wróciły do chaty, nie było czasu do stracenia; krowy przyszły z pola, trzeba przygotować wieczerzę i t. d. Księdza nie było, wieś leżała o mil kilka od kościoła, a w roboczy czas któżby tam parę dni tracił na tę ceremonię! żeby to jeszcze chrzciny, czy wesele! a pogrzeb najczęściej bez księdza się obywa. Przed orszakiem szedł chłopak z krzyżykiem, wyciosanym z resztek pozostałych od trumny; podbiegał, oglądał się, a gdy już zbytecznie się oddalił, stawał na środku drogi:
— No, prędzej! wołał, lazą jak na raku!