Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.




WYROBNIK
(z bruku wileńskiego).



Na każdej spowiedzi ksiądz strofował Walentego, że się upija, przedstawiał mu, że duszę gubi a po śmierci smołę pić bidzie. Walenty objaśnił, że pije za swoje pieniądze tylko w niedzielę lub święto, lecz dnia powszedniego chyba towarzysz na czarkę zawoła, a to zdarza się tak rzadko, że i wspominać nie warto. Kiedy go ksiądz upewniał, że upijać się w święto jest jeszcze większym grzechem, Walenty pomyślał:
— Bajki! Jakżeby człek święto poznał? I tak nieraz jednej albo dwóch niedziel nie doliczam się w miesiącu!
Porzucił więc konfesyonał Bernardynów; a gdy i w innych kościołach spowiednicy okazali się również wymagającymi, nie chodził do spowiedzi wcale. Pomimo to pijakiem nie był; przez sześć dni pracował wytrwale, w niedzielę spał do południa, potem zaś sam nie wiedział, co z sobą zrobić. Rodziny właśnej nie miał, mieszkał u stróża w kącie. Zwykle pogadają o tem i owem, z początku w chacie, potem przed bramą, w końcu pójdą na kwaterkę piwa; jednej niedzieli stróż płacił, następnej Walenty. Niedziele ostatniego zdarzały się częściej; udawał jednak, że tego nie pamięta. Stróż miał żonę i troje dzieci, on zaś ani żywego ducha. Czasami chodzili razem do Zakrętu albo na Rossę; wówczas o piwie wzmianki nie było. Walenty kładł się na trawie, wydostawał fajkę z zanadrza,