Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


samotny, zapomniany przez towarzyszów. Kiedy już po chłopcach ślad ostygł, Pawełek usiadł obok starego:
— Poczekam, szepnął, poczekam! Na towarzyszy, czy na przebudzenie? sam nie wiedział; nie chciało mu się wracać do wioski z tem, z czem i wyszedł. Spojrzał na śpiącego, na fajkę, co mu się z ust wysunęła, sięgnął po nią ostrożnie; w pół drogi o mało nie opuścił na obnażone piersi, zdało mu się bowiem, że jedno oko mrugnęło. Zdało się tylko, gdyż organista teraz zaledwo skończył przedmowę i zatopił się w samą treść Morfeusza! Pawełek obejrzał fajkę i nie przestając spozierać na śpiącego, sięgnął po czapkę; nałożył ją ostrożnie na tył głowy, tak, że mu uszy zakryła, okulary okręcone nitką w tem miejscu, gdzie do nosa przylegają, przyłożył sobie do oczu. Oh, jak śmiesznie świat cały wyglądał! Drzewa, krzaki, krzywiły się, skakały, koń, co pasł się po drugiej stronie łąki, wyglądał niby garbaty, nogi miał grube, ogon krzywy! Skierował wzrok na śpiącego i o mało nie krzyknął ze zdziwienia! Brodawka na czole wyglądała jak kartofel, nos siny cały w dziurki, na twarzy grube czerwone nitki, głowa jak ceber, a na czole żyły jak powrozy! Rzucił okulary, a organista wydał mu się prawie pięknym w porównaniu z widzianym przed chwilą straszydłem! Przyszła kolej na książkę; tu czekało go najwięcej niespodzianek; za każdą niemal kartą nowy obrazek, złocony czasami, a zawsze taki piękny, że chłopak zapomniawszy o śpiącym wykrzykiwał w uniesieniu! Równe szeregi liter zaciekawiały go trochę: wodził palcem od jednego brzegu do drugiego, wracał i następujący wiersz przeprowadzał w tenże sposób! Wzruszał ramionami, uśmiechał się, wątpił widocznie, że kiedykolwiek te czarne punkciki przestaną być dla niego zagadką!
Stary ani myślał się budzić! Słońce zniżyło się na dobre, chłodem powiało od rzeczki. Pawełek słyszał jak bydło z pola wraca, jak odzywa się na drodze; wyciągnął się na trawie jak długi, poruszył plecami! Tak to było do-