Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/148

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


uporczywiej wracała do dawnych czasów, ogrzanych ciepłem uczucia, którego napróżno szukała w łatwych scenicznych zdobyczach.
A talent? Talent to nałóg, przychodzi na świat wraz z nami, rozwija się, w końcu daje chwile upojenia, znane tylko pijakom i utalentowanym! W chwilach tych budzi się hajdamacza niemal swoboda, siła, wobec której wszyscy dygnitarze świata wyglądają jak robactwo wobec olbrzyma. Ale wytrzeźwiona ma dość czasu, żeby tęsknić i przeklinać życie, co weszło na niewłaściwą drogę!
Długo walczyła z tem przekonaniem, pijąc coraz chciwiej z czary tryumfów; fałszywy apetyt zmienił się w obrzydzenie; coraz częściej żal było mostów, popalonych ze sobą, z których ogień nie ogrzał, a tylko zniszczył drogę do jedynego ciepłego schronienia.
Czekała dobrą godzinę, w końcu zaczęła wątpić.
— Niepotrzebnie pisałam... trzeba było udać, że nie widzę, nie poznaję! Trudno! Cała przeszłość stanęła w pamięci! Czyż moja w tem wina, że artystka nie zdołała zabić we mnie kobiety? że dziś zaledwie oceniłam to, czego dziecko ocenić nie mogło!
Zapukano do drzwi zlekka. Zadrżała... oczy otworzyły się szeroko.
Do pokoju wszedł wspaniały wiolonczelista w szlafroku z tureckiej materyi, w haftowanych pantoflach; parnasowa elegancya ustąpiła przed senną ociężałością wpółpijanego safanduły, wchodzącego do pokoju kobiety, która zna wszystkie kryjówki jego natury. W ręku trzymał kufel bawara; idąc od drzwi do sofy nadpijał powoli; usiadł, kufel postawił przed sobą.
Artystka oparła się plecami o ścianę; rozpacz i obrzydzenie ogarnęły ją naraz, zmierzyła go ponurem wejrzeniem. Tamten już nie przyjdzie, ale czego ten wlazł, ten wstrętny oddawna!