Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Odeszła leniwym krokiem. We drzwiach próbowała obejrzeć się.
— Zmęczoną jesteś? szepnął w tejże chwili zniecierpliwiony towarzysz. Ah, que ça viellit vite! mruknął, przygryzając usta. Posadził ją na sofie, a sam pośpieszył oświeżyć się w bufecie. Siedziała jak odurzona, z pochyloną głową; ręce opadły na suknię, pierś przestała się poruszać; od czasu do czasu przełykała ślinę, jakby chciała zarazem przełknąć nerwowe ściskanie w gardle.
Tymczasem sala brzmiała pochwałami. Najmniej pomysłowi nawet czuli się w obowiązku znaleść superlativum nieznanego dotąd przymiotnika. „Znakomita,“ „boska!“ pozostawiono tym, którzy zwykli wyrażać uniesienie w sposób zwyczajny, prosto z serca. Nie było kobiety, któraby nie wyszeptała czarodziejskiego „szczęśliwa!“
Drugi oddział zaczynał się od pięknej symfonii na fortepian i wiolonczelę. Akordy otrzeźwiły artystkę, podniosła się z sofy. Za kwandrans najdalej trzeba będzie wyjść znowu! Wyjęła z portmonetki wizytowy bilet, pochylona nad stołem napisała:
— Po koncercie czekam... pana, dodała po chwilowem namyśle.
Zbliżywszy się do drzwi, wskazała lokajowi mężczyznę, który wciąż jeszcze stał na tem samem miejscu, oparty ramieniem o draperye, z twarzą zwróconą ku estradzie.
Spojrzał na podany sobie bilet, obrócił na drugą stronę, raz jeden przeczytał nazwisko i schował do bocznej kieszeni surduta, jak się chowa resztę, otrzymaną w bufecie. Muzyka pochłonęła znowu przerwaną na chwilę uwagę. Twarz jego zwiędła, bez zarostu, wyłysiałe czoło, nosiły wyraz ołowianego spokoju. Czasami tylko, gdy wiolonczela z właściwą sobie miękkością przekradała się do duszy, przymykał swe siwe, głęboko zapadłe oczy. Pierś przestawała się podnosić, usta drgały zlekka. Grzmot oklasków oznajmił ukazanie się artystki!