Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


który tam nic nie mając, prócz nauki i godności człowieczej prawił o nich bez końca, rad byłby wbić je w głowę i w serce każdemu, bez względu czy się przydadzą na co w życiu lub nie! Nie zapomniała dotąd głupiej, dziecinnej miłostki! Nieszczęśliwa! Tak, zapewne! o takiem nieszczęściu miliony kobiet marzą przez całe życie! Zresztą któż ją zmuszał? miała swobodę wyboru! Wiedziała wprawdzie, że za chłystka tego nie wydam nigdy... ale mogła czekać mojej śmierci! Nie zmuszałam... nie! Bóg tylko jeden wie, jak bardzo pragnęłam ją wydać! Nic a nic nie miała sobie do wyrzucenia; to jedno chyba, że pozwoliła dzieciom znać się i kochać po dziecinnemu, że potem, spostrzegłszy „śmieszną miłość“ młodych ludzi, zanadto ją lekceważyła. Nie spodziewała się tak silnego wpływu, a w duszy śmiała się zarówno z postępowych idei, jak i z wierności dla biedaka bez dachu i chleba. Przychodziło jej na myśl, żeby dla zatarcia szkodliwych wrażeń wysłać córkę na rok drugi do Sacré-Coeur, lub do innego leczniczego zakładu w tym rodzaju. Ale panna była dorosła, wychodziła już nawet z tej świeżutkiej, puszystej młodości, co, jak kwiat paproci, trwa chwilę tylko, a starczy nawet za posag! Kilka rówieśnic wyszło już za mąż, młodsze siostry dorastały... Prezesowa zaczęła wpadać w melancholię; wołałaby mieć sześciu synów, niż te trzy córki, którym posagów dać nie mogła, a nauki i swobody dać nie chciała. „Mężczyzni nie lubią uczonych kobiet, a najrozumniejszy nie oprze się ładnej zalotnicy“ — powtarzała sobie w duszy. Dręczyło ją to, że w kółku bliższych znajomych nazywano Krynię „rozwiniętą“, „rozumną“; tym nieszczęśliwym przydomkom przypisywała, że córka jej, pomimo niepospolitej urody, dotąd świetnej karyery zrobić nie mogła. Dręczyło ją wogóle wszystko, co utrudniało, albo opóźniło zbyt nieszczęśliwego towaru! Nawet świetne gwiazdy półświatka drażniły ją trochę, widząc je w teatrze, na spacerach, w pysznych powozach na ulicy, zżymała się z oburzeniem! Iluż to, z ich