Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/130

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


rzenia zamieniają w rzeczywistość, serce nie będzie zmuszone tłumić ciągłego pożaru, a życie pójdzie jeśli nie po różach, bo tych ci dostarczyć nie zdołam, wejdzie zato na prostą drogę, na której kobieta, gdy zechce, może pozostać szlachetną, bez fałszu, bez tych walk romantyczno-tragicznych. Patrzysz, jakbyś mię nie rozumiała! Czy zwracając się z podobnemi słowami ubliżyłbym tobie?
— Oh... Nie!
— Więc pomyśl! Słowa te gotów jestem stwierdzić calem życiem — resztę od ciebie zależy — wybieraj! Teraz dziesiąta, zostanę do dwunastej; przy pożegnaniu powiesz tak lub nie; spełnisz moje najserdeczniejsze życzenie, albo — skarzesz na wieczny rozbrat ze szczęściem!
— Kryniu, ma chère, chodź no tu na chwilkę!
Pan radca, złożywszy karty na stole, patrzał z pod okularów na zbliżającą się żonę. Pogodna, rumiana twarz jaśniała zadowolnieniem: wygrał cztery robry zrzędu! a myśl o przegranej na innem polu nie powstała jeszcze w spokojnem sumieniu.
— Każ podawać przekąskę! szeptał żonie do ucha, prędzej się rozjadą, czuję już ból w krzyżach od długiego siedzenia!
Mówiąc, spoglądał na ładnie zaokrągloną twarzyczkę, na przezroczyste policzki. Tak mu się chciało uszczypnąć ją zlekka pod brodę! Wstrzymał się jednak. Już to od czasu jak się ożenił, był ciągle jakby w paradnym mundurze Wobec eleganckiej, młodej kobiety, musiał wykazywać się młodszym niż był w istocie, w czem mu doskonale pomagała czerstwość cery, elastyczne ruchy i bardzo szykowna figura; ubierał się zawsze starannie, więc z tej strony ofiar nie ponosił żadnych. Natomiast musiał wyrzec się, a przynajmniej zamilczeć na czas jakiś o swoich poglądach względem żony. Pomimo szczerego uwielbienia dla jej wdzięków i młodości, wolałby widzieć ją mniej elegancką, mniej dobrze wychowaną. W rozmowie z nią