Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/132

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

za te książki. Z przerażeniem myślę o tem, że, po powrocie do świata, nie będę miał na własność ani jednego dzieła. Czy zechce każdy z przyjaciół moich obdarzyć mnie dwoma lub trzema tomami? Wiesz, naturalnie, o jakich książkach myślę: Flaubert, Stevenson, Baudelaire, Maeterlinck, Keats, Dumas-ojciec, Marlowe Chatterton, Coleridge, Anatole France, Gautier, Dante i cała o nim literatura, Goethe i cała literatura o Goethe‘em i t. d. Uważałbym za największy dowód przyjaźni z waszej strony, gdyby książki te mogły być przygotowane dla mnie; byłbym rad, gdyby się okazało, że mam jeszcze przyjaciół, którzy chętnie wyświadczą mi tę przysługę.
Możesz mi odpowiedzieć długim listem, w którym będzie mowa o sztukach teatralnych i książkach. Twój sposób pisania w ostatnim liście był straszny, jak gdybyś pisał trzytomową powieść o niepokojącem szerzeniu się ideałów komunistycznych wśród bogaczów, lub też jak gdybyś marnotrawił w inny sposób młodość twoją, która była zawsze tak obiecującą i jest nią w dalszym ciągu. Gdybyś uważał, że jestem niesprawiedliwym względem ciebie, przypisz to chorobliwemu rozdrażnieniu mojemu, spowodowanemu długiem odcięciem od świata. Ale, proszę cię,