Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

A teraz przejdźmy na inny temat. Nie miałem możności podziękowania ci za książki, na które czekałem z takiem upragnieniem. Zabroniono mi czytania gazet. Możesz sobie wyobrazić, jak boleśnie to odczułem; zachwycony byłem natomiast powieścią Meredith‘a. Jaka zdrowa natura artystyczna! Zgadzam się z nim zupełnie, kiedy broni zdrowia, jako podstawowej cechy beletrystyki, dotychczas bowiem — zarówno w życiu jak w literaturze — górowała anomalja. Listy Rosetti‘ego są ogromnie przejrzystem naśladownictwem brata jego. Bądź co bądź, zaciekawiła mnie wyczytana z nich wiadomość, że Melmoth“ mojego stryjecznego dziadka i Sydonia“ matki mojej, należały w młodości do najulubieńszych jego książek. Co się tyczy spisku, jaki miał być utworzony w następstwie przeciw niemu, przypuszczam, że utworzony był on istotnie i że funduszów na ten cel dostarczył jeden z banków. Zachowanie się drozda w alei w Cheyge Walk wydaje mi się mocno podejrzanem, jakkolwiek i William Rossetti mówi: „nie mogłem dopatrzeć się w śpiewie drozdów niczego nadzwyczajnego“.
Listy Stevensona rozczarowały mnie. Czytając je, doszedłem do niezłomnego prze-