Strona:Opis ziem zamieszkanych przez Polaków 1.djvu/20

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się na drobnych różnicach językowych, natworzyli oni różnych „Wasser-polaków“, „Górnoszlązaków“ i t. p., kiedy tu chodziło o jeden jedyny w swym składzie plemiennym naród polski. A później od „wasser-polaków“ łatwo było przejść... do Niemców. Dlatego takiej statystyce ufać nie możemy, dlatego mamy prawo o niej mówić, że jest tendencyjnie na naszą niekorzyść dokonywana.
Z tych i wielu innych powodów dotychczas nie mieliśmy i — nie mamy dokładnej statystyki Polaków na świecie. Pod tym względem i obecnie jeszcze cyfry są niezupełnie ścisłe, a w wydawnictwach obcych nawet zgoła fantastyczne. W jednej np. z popularnych encyklopedyi niemieckich czytałem niedawno, że Polaków jest aż... 9 milionów; Larousse podaje 20 milionów, wiedeński Taschen-Atlas Hickmana 12 mil. i t. d. Zupełnie jak gdyby chodziło o czarnych z państwa Kongo!
Pierwszym, który podjął trud obliczenia wszystkich Polaków według metody naukowej, był Filip Sulimierski, twórca Słownika Geograficznego. Ogłosił on w r. 1883 w Ognisku rozprawę statystyczną, której wnioskiem było, że Polaków jest „z górą 12 milionów“. Wyrażenie to pozwala odrazu na domniemanie, że Sulimierskiemu brakło cyfr pewnych i dokładnych. Tak też rzeczywiście było. Później pojawiały się różne drobne rozprawki, dotyczące bądź całości narodu (Szymańskiego w Orędowniku), bądź jego części (Ekonomista z r. 1882), i one jednak szwankowały na wielu punktach. Dopiero Edward Czyński rozprawą swoją p.t. „Etnograficzno-statystyczny zarys liczebności i zasiedlenia ludności polskiej“ {Wisła, 1887, zeszyt I do VI) rozpoczyna szereg prac poważnych i ściślejszych. I on jednak z góry zastrzega się, że nie ma nadziei rozwiązania tak trudnego zadania, „brak bowiem dokładnych cyfr etnograficznych, albo, co jeszcze gorsze, brak zupełny wszelkich danych statystycznych kładą temu tamę“. Przytem ostrożność tego badacza — aby nie okazać przesady w obliczaniach na naszą korzyść — była tak wielka, że uwierzył zbyt ślepo statystyce urzędowej, nie znającej np. Polaków w Gdańsku, w pow. elbląskim i wałeckim i t. d. i t. d. Wskutek tego cyfry ogólne musiały wypaść zbyt skromnie, jak to w następstwie częściowo stwierdzone zostało.