Strona:Opętana przez djabła.djvu/50

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    — O — trzy — my — wać!
    — Pła — cić
    — Pani... mnie?
    — Ja panu.
    — Pani, która będzie moją lektorką ma mi jeszcze dopłacać pieniądze?!
    — Ach, ty mój kociaku! zawołała, obejmując zwiędłą ręką moją szyję. — Ty mój malutki głuptasku... A ty dokąd uciekasz? No, dobrze czekajno! Sto dwadzieścia... Uciekł! A to głupi! O Boże, jakże dziś cenią się młodzi ludzie! Dalibóg przystąpić do nich nie można!...

    V.

    — Bardzo mi przyjemnie poznać panią. — skłoniłem się wysokiej dobrze zbudowanej modelce, w różowym peniuarze. — Będziemy wspólnie pracować na chwałę bogini Sztuki! Czuję, że pani będzie mi odpowiednią...
    — Jeszczeby też! — zaśmiała się. — No, rozbierz się pan.
    — Co? Ja mam się rozbierać? A to po co?
    Miałem tak zdumioną twarz, że ze współczuciem spytała:
    — A może pan nie tu trafił? Może pan adres pomylił?
    — Jak się zdaje, jest tak, — westchnąłem z ulgą. Acha, rozumiem! Pani jest masażystką.

    50