Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/417

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   403   —
musi wprzód napić się z tej rzeki jasności. Poeta skwapliwie zanurza wzrok swój w toń jasności — i oto naraz rzeka przemienia się w koło, a kwiaty i iskry — w dwa zastępy (zbawionych i aniołów) niebieskiego dworu i otaczają je w kształcie róży. Beatrycze wprowadza Dantego w środek tej róży i ukazuje mu w niej tron niezajęty, na którym zasiędzie Henryk VII wprzód, nim poeta znajdzie się w poczcie szczęśliwych. Kiedy poeta przegląda w zachwycie orszak wybrańców Pańskich, Beatrycze opuszcza go i zajmuje swój tron w kwiecie róży, a na jej miejscu staje św. Bernard. Ten wskazuje przybyszowi wybitniejszych zbawionych Starego i Nowego zakonu, poczem w jego imieniu zanosi modły do Najświętszej Panny, aby swoją łaską umocniła go do bezpośredniego oglądania Boga. Prośba zostaje wysłuchana i Dante zanurza żądny wzrok w wieczne światło; widzi, jak wszystko, co się w świecie rozmaitością wydaje, jednoczy się w Bogu, i wreszcie coraz bardziej się wpatrując, ogląda tajemnicę Trójcy Przenajświętszej i wcielenia Syna Bożego.
Boską Komedyę tłómaczył wierszem rymowanym Jul. Korsak (Warszawa 1860) i wierszem białym Ant. Stanisławski (Poznań, 1870); częściowo tercynami (z zachowaniem formy oryginału), oprócz Asnyka, F. Faleński w „Przekładach obcych poetów“. Kilkanaście sonetów z „Nowego życia“ i innych - tenże Faleński).

III. Petrarka.
a) Sonet 17.

Bywa zuchwały zwierz we wzroku względzie,
Co, w słońce patrząc, dank bezkarnie zyska;
Inny, nie znosząc blasków widowiska,
Nie prędzej wyjrzy, aż gdy mrok już wszędzie;
Inny, szalenie tusząc, że mieć będzie
Rozkosz wśród ognia, który wabnie błyska,
Wyzywa siłę, co go spali zbliska...
Oh! miejsce moje w tym ostatnim rzędzie!...
Gdyż nie mam mocy dotrwać wzrokiem, ani
Umiem się schronić przed twym blaskiem, pani,
Wśród chwil spóźnionych lub cienistych dali.
Więc choć chce życia trwożna w łzach źrenica,
Śmierć ją popycha iść w blask twego lica —
A tak wręcz dążę za tem, co mię spali!


b) Sonet 47.

Święć się rok, miesiąc, dzień, i bądź mi święta
Godzino, chwilo tego dnia, a dla niéj
Święć mi się miejsce, gdzie mię moja pani
W niewolę słodką swym spojrzeniem spęta!
Święć się tęsknoto, coś jest w pierś mi tchnięta,
Odkąd z miłością w jednośmy zbratani,
I ty, cięciwo, której pocisk rani
Tak, że go dusza wieczny czas pamięta!