Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/307

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   293   —

Widzi, jak po ramionach włos w nieładzie spadał,
Cóż? gdyby mu wdzięk sztuki więcej blasku nadał!
Widzi żywe i gwiazdom jej oczy podobne
I piękniejsze od róży widzi usta drobne,
Które nie dość jest widzieć. Chwali ręce, szyję,
Myśląc, że to piękniejsze, co jej skromność kryje.
Lecz ona, nad wiatr lżejsza, od bożka ucieka;
Próżno Apollo na nią tak wołał zdaleka:
„Stój, Dafne! Wszak ty we mnie nie masz przeciwnika.
Gdy drżąca gołębica jastrzębia unika,
Gdy przed wilkiem owieczka, przed lwem pierzcha łania,
Widzą w nich wrogów swoich; ja ścigam z kochania.
Gaje, przez które biegniesz, niedość ci są znane,
Ach! możesz sobie cierniem zadać ciężką ranę,
I ja miałbym być twojej przyczyną niedoli,
Powoli biegnij, będę gonił cię powoli.
Patrz, kogo twoje wdzięki miłością uwiodły,
Anim ja dziki góral albo pastuch podły,
Który zapędza trzodę w tę gęstwinę ciemną, —
Nie znasz mnie i dlatego uciekasz przedemną.
Jowisz jest ojcem moim; mnie wznoszą ołtarze
W Delfach, Klaros, Tenedos i żyznej Patarze.
Znam przeszłe, teraźniejsze i przyszłe zdarzenia,
Przezemnie z wdziękiem lutni zgadzają się pienia;
Grot mój zawsze był pewnym, lecz miłości strzała
Sercu memu cios jeszcze pewniejszy zadała.
Odemnie ma początek lekarska nauka,
Znam zioła, wsparcia mego nikt próżno nie szuka.
Ale ranę miłości któż uleczyć zdoła?
Innym pomocne, dla mnie bez skutku są zioła“.
Jeszcze mówił, lecz Dafne, na błagania głucha,
Ucieka i ginących słów jego nie słucha.
Coraz była piękniejszą, wiatr szatą szeleścił,
Uchylał ją niekiedy i z łonem się pieścił.
Rozpuszczone jej włosy powiewy unoszą,
Lekkość wdzięku dodaje, Feb pała rozkoszą.
Porzuca próżne skargi i czcze narzekania,
Przyśpiesza biegu, leci, kochankę dogania.
Jak na otwartem polu chart zająca żenie,
Ten pragnie znaleść zdobycz, tamten ocalenie;
Chart, doganiając, myśli, że schwyta zająca,
Ale tylko nozdrzami ślad jego potrąca,
Zając niepewny śmierci zręcznie się wymyka,
Otwartą zostawując paszczę przeciwnika.
Tak lecieli. Apolla nadzieja schwytania,
Dafnę bojaźń do biegu prędszego nakłania.
Ale bóg, gdy mu miłość skrzydeł swych użyczy,
Coraz żywiej dopędza, a blizki zdobyczy,