Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/171

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    —   157   —

    Gdy więc wszem wobec zbrodnie me się ukazały,
    Jakże mógłbym na ziomków wzrok podnosić śmiały?
    O, nie! ja chciałbym jeszcze źródła słuchu stłumić
    I ciało me odrętwić, ażeby już wtedy
    Być i ślepym i głuchym i nic nie rozumiéć;
    Bo nic czuć swych nieszczęść to jeszcze pół biedy.
    Czemuż mnie, Kiteronie! schroniły twe szczyty,
    Albo czemuś mi zaraz nie odebrał życia,
    By ród mój nigdy, nigdy nie wyszedł z ukrycia!
    O, Polibie, Koryncie! dworcu znamienity,
    Który ojcowskim zwałem! jakąż mnie plugawą
    Pod pięknemi pozory karmiliście strawą?
    Dziś ja i ród mój bogom i ludziom niemiły.
    O! potrójne rozdroże, posępna dolino!
    Lesie! w którym trzy ścieżki schodzą się i giną,
    Co krew mojego ojca z ręki mej wypiły,
    Pamiętacież ówczesne me zbrodnie i ową
    Którą-m spełnił przyszedłszy za ziemię Kadmową?...[1]
    Lecz dość już; co wspominać takie sprośne czyny?
    Dalej, przebóg! wypędźcie mnie precz z swej krainy
    Wydrzyjcie życie, rzućcie gdzie w morze głęboko,
    By mnie już nigdy ludzkie nie widziało oko.
    Zbliżcie się, nie lękajcie dotknąć bezbożnika,
    Bo ta plaga mnie tylko jednego dotyka.

    W rozmowie z Kreonem, największe spółczucie okazującym biednemu, poleca pogrzebanie zwłok Jokasty i opiekę nad córkami, Antygoną i Ismeną, które mu przy prowadzono.

    Ja tu żyw nie postanę już w ojcowskiem mieście,
    Lecz pójdę mieszkać w góry, na szczyt Kiteronu,
    Gdzie mi za życia, z woli rodzica i matki,
    Grób był przeznaczon; tam ja doczekam się zgonu,
    Choć wiem, że mnie choroba i inne wypadki
    Nie zmogą, bobym śmierci nie był wyrwan przecie,
    Gdyby mnie coś gorszego nie czekało w świecie.
    Teraz niechaj się spełni moje przeznaczenie.
    Co się tyczy mych dzieci to tylko nadmienię,
    Że synów moich[2] tobie nie zlecam, Kreonie.
    Oni męże, chleb znajdą w każdej świata stronie.
    Ale-m dwie biedne córki zostawił na ziemi;
    One zawsze siadały u mojego stołu,
    Z niemi każdy kawałek dzieliłem pospołu.
    Och! ty mię teraz wyręcz i czuwaj nad niemi;
    Pozwól ich dotknąć ręką: o błagam cię o to!

    1. Kadmus, założyciel Teb.
    2. Eteokles i Polinik.