Strona:O literaturze rosyjskiej i naszym do niej stosunku, dziś i lat temu trzysta.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mice czoło Rzymianom i niebawem w samym Ostrogu, Wilnie i Lwowie rugują łacina, polszczyzna, teologja scholastyczna, jej djalektyka, retoryka spółczesna, w końcu poezja szkolna grekę i cerkiewszczyznę z ich posiadłości. Nie pomagają wymowne protesty fanatyków prawosławia, jak ów mnich na Atosie, Iwan Wiszeński, odstraszający rodaków i spółwierców od niebezpiecznych dla duszy wymysłów łacińskich; gramatyka, a za nią wszystkie inne »artes« (t. j. studjum »filozoficzne«) wkraczają tryumfująco na Ruś, do jej własnych szkół i »akademji«, do szkół brackich po miastach, klasztornych, wreszcie do najwyższej, do kolegjum kijowskiego Piotra Mohiły, przemienionej w XVIII wieku w akademję, acz kształcącej tylko duchownych, polemistów, kaznodziei, teologów. I rychło dopędzają ci nowi przybysze na »Parnasie« i innych siedliskach Muz pierwowzorów. Gdy jeszcze książę Ostroski obcym, kalwinom i arjanóm, prawosławia przeciw Skardze bronić kazał, bo własnym obrońcom nie stawało sił, wyhodowały niebawem te szkoły zdolnych szermierzy, między którymi rej wodził Smotrycki, póki do unji nie przy-