Strona:O kocie, który sam chadzał na przechadzkę.djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Teraz — powiedział kot — zaśpiewam dzidzi piosenkę, która je uśpi na jedną godzinę. I jął mruczeć głośniej i ciszej, to znów ciszej i głośniej, dopóki dzidzi nie usnęło mocno.
Kobieta uśmiechała się, patrząc na nich oboje i rzekła:
— To ci się udało przewybornie. Niema wątpliwości, kocie, żeś bardzo roztropny.
Tejże minuty i sekundy — kochanie — fffu! — i w głębi jaskini buchnął z pod sklepienia kłębem dym ognia, bo przypomniał sobie umowę, zawartą z kotem; a gdy się rozwiał — patrz! — oto kot siedział sobie wygodnie przy ogniu.
— O, mój wrogu i małżonko wroga mojego i matko wroga mojego — rzekł kot — to ja! bowiem rzekłaś drugie słowo na moją pochwałę, więc mogę siedzieć przy ciepłym ogniu w głębi jaskini po wszystkie, wszystkie czasy. Ale mimo to jam jest kot, który sam chadza na przechadzkę i wcale o to nie dba — gdzie!