Strona:Noc letnia.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tak przeszedł i zakończył się ów dzień jeden mojego widzenia!
O! matko po sześćkroć zabita! kiedy wstaniesz ze snu, kiedy znów zasiądziesz nad łanami zbóż, śród zielonych borów od morza do morza, a w chwili odmłodnienia przypomnisz sobie długą zmorę śmierci, straszne widziadła męczeństwa — nie płacz matko moja! nie płacz nad onymi którzy polegli w imieniu twojém na rodzinnych lub zamorskich niwach. — Choć sępy i wilki rozdarły ich zwłoki, oni szczęśliwi! — Ani płacz nad tymi którzy śród katów w głuchych umarli podziemiach — choć im kaganiec więzień, jedyną gwiazdą, choć im twarde słowo ucisku, ostatniém na ziemi pożegnaniem było — oni szczęśliwi! — Ale uroń łzę litości, o uroń łzę matko moja! nad losem tych, których rozum blichtrami fałszu złudzili morderce twoi, niemogąc serc ich oderwać od ciebie, przemocy roz-