Strona:Noc letnia.djvu/078

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

nego dziecka niezabijaj!» — To znowu, że prosi się córki: «Dziecię, dziecię zlituj się, on będzie mężem twoim, tylko nie chciéj umierać!» — Lecz oni go nie usłyszeli — sinem światłem oblały się ściany, lampy gasnąć zaczynają — w tem gwar słychać na krużganku — Pan młody podchmielony i skoczny wpada do komnaty — przyrósł do kobierca — sięgnął ręką do boku — nieznalazł miecza, ogląda się, woła, lecz nikt nie poszedł za nim! — Strach nakształt żywéj śmierci, starca ogarnął — Pan młody — rzuca się na wygnańca — Ten go odepchnął daleko, gdzieś aż pod same okno, pytając: «Czego mieszasz spokój umarłych?» — I coś błysnęło w powietrzu raz i drugi i trzeci — Słaby krzyk wzleciał i uleciał — gasną lampy jedne po drugich — ostatnia nad źwierciadłem jeszcze się pali — w jej promieniach postać zbrojnego męża i postać dziewicy krwią zbroczone, gmatwają się, rosną, zniżają, wreszcie upadły —