Strona:Nikołaj Gogol - Obrazki z życia.djvu/54

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


jaki on lokal zajmuje! Z porcelanowym wyzłacanym kubkiem i nie pokazuj się do niego. — To, — powiada, — lekarski prezent, — a jemu dawaj parę kasztanów, albo faeton, albo futro bobrowe tak za trzysta rubli!... Z pozoru taki cichutki, tak się delikatnie wyraża: — Proszę pozwolić scyzoryczka zatemperować piórko, — a tam tak skrobnie interesanta, że zaledwo koszula zostanie mu na grzbiecie. Prawda, że u nas za to służba szlachetniejsza, czystość i porządek we wszystkiem taki, że o podobnym ani się śniło żadnemu zarządowi gubernialnemu; stoły mahoniowe, wszyscy naczelnicy na pan[1]. Wyznaję, że gdyby nie ta szlachetność, dawnobym porzucił moje biuro.
Przywdziałem stary płaszcz i wziąłem parasol, bo deszcz padał ulewny. Ulice były puste, baby tylko z narzuconemi na głowy połami, kupcy pod parasolami i jeden z drugim woźnica przesuwali mi się przed oczami. Z dystyngowanych tylko nasz brat urzędnik wędrował. Zajrzałem go na przecięciu ulicy. Jakem go tylko zoczył, zaraz powiedziałem sobie: — „Ehe! nie, kochanku, ty nie do biura dążysz, ty śpieszysz ot tam za tą, co biegnie przed tobą i patrzysz na jej nóżki“. Co to za bestya ten nasz brat urzędnik! Dalibóg, nie ustąpi żadnemu oficerowi; niech się tylko pokaże kapelusik, niezawodnie zaczepi.
Kiedym to myślał, ujrzałem podjeżdżającą karetę do magazynu, około którego właśnie przechodziłem. Zaraz ją poznałem. Była to kareta naszego dyrektora. — Ale on nie ma nic do magazynu, pomyślałem, to pewnie jego córka. Przytknąłem się do ściany. Lokaj otworzył drzwiczki i ona furknęła z karety jak ptaszek. Skoro popatrzyła na prawo i na lewo, skoro mignęła brewką i oczkiem... Boże mój miłosierny! zginąłem na wieki! I po co jej wyjeżdżać z domu w taką ulewę! Mów-że tu, że kobiety nie mają szczególniejszej pasyi do tych gałganków...

Ona mnie nie poznała; zresztą i ja sam starałem się zakryć twarz jak można najszczególniej, bo miałem na sobie płasz poplamiony i starego kroju. Teraz noszą płaszcze z długiemi pelerynami, a mój miał dwie króciutkie, jedna nad drugą, ba! i sukno nie w najlepszym

  1. „wszyscy naczelnicy na pan — w oryginale jest oczywiście: wszyscy naczelnicy na wy.