Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Od tej pory zaczęli też Polacy strzyc je krótko, a nawet golić, zwłaszcza idąc na wojnę.
Naturalnie, że wojna rozpoczęła się na nowo, a układy były zerwane. Pod Suczawą zawrzała walka, wsławili się Polacy niejednym czynem bohaterskim, niejedno nawet odnieśli zwycięstwo, lecz nie mogło być mowy o zupełnem pokonaniu wroga. Wołosi i Tatarzy opasali obóz polski niby wieńcem, grozili zewsząd, szarpiąc bezustannie, — a król chory na febrę, najmężniejsi polegli, wojsko straciło wiarę w swoje siły, niczego tu nie można się spodziewać, o odwrocie myśleć należy.
I nastąpił ten odwrót nieszczęśliwy, wśród zasadzek i szarpaniny. W lasach padały drzewa na przejeżdżających, zatrute strzały zabijały konie i ludzi, zapadano w ukryte wilcze doły, nie znano odpoczynku i wytchnienia, gdyż co chwila nieznane groziło niebezpieczeństwo.
Skoro armja wydostała się wreszcie na stepy, zdawało się w pierwszej chwili, że wszystko złe minęło. Tu przynajmniej zdaleka widać wroga, i obrona łatwiejsza.
Noc nadeszła, pochód zatrzymać się musiał, nie zaniedbał jednakże ostrożności: rozstawiono straże, znaczna siła pozostała gotową do odparcia niespodziewanej napaści.
Nikt nie napada, tylko coraz ciemniej, dym aż dusi. — Co to jest? Na niebie krwawe luny, krwawe błyski na czarnym stepie.
Step płonie.

„Ogień z wściekłością ciągle rosnącą
coraz się szerszem korytem leje: