Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/35

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mierza Jagiellończyka. Mądry i piękny zamiar ostatniego z Piastów stał się wreszcie rzeczywistością. Dzięki hojności Jadwigi i szczerym chęciom Jagiełły akademja otrzymała i dochody, wystarczające na opłatę i utrzymanie profesorów, i rozmaite prawa, które ją zabezpieczały od wszelkiego wtrącania się ludzi, nie należących do jej składu.
Biskup krakowski nazywał się jej kanclerzem i był głównym opiekunem, — z pomiędzy profesorów wybierano rektora, czyli kierownika zakładu; wszelkie przewinienia uczniów, nawet służby, miał prawo karać tylko sąd akademicki, — chyba że obwiniony popełnił jakąś zbrodnię, a wtedy byłby najpierw wyłączony z akademji i dopiero oddany sądom świeckim.
Profesorowie mieszkali wszyscy w gmachu akademji, w skromnych celach, — niemało uczniów mieściło się przy nich, — dla innych zakładano w mieście t. zw. bursy, w których czuwali nad nimi t. zw. bakałarze, t. j. nauczyciele najniższego stopnia, którzy zdali pierwszy dopiero egzamin.
Największą siłą żaków była jedność: „jeden za wszystkich, wszyscy za jednego“, to było piękne hasło, którego pilnie przestrzegano. Z głodnym dzielono strawę, za skrzywdzonym się ujmowano, wspierano się nawzajem, i hańbą byłoby uzyskać najmniejszą rzecz ze szkodą innych. To zapewniało najsłabszemu opiekę i bezpieczeństwo, a możniejszych uczyło dzielić się po bratersku tem, co posiadali, z biedniejszymi.
Ta wielka cnota żaków piękne daje o nich świadectwo.