Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 08 - Jagiellonowie.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jan Długosz.
(1415 — 1480).


Cicha i mroźna, długa noc zimowa. Kraków czarny i pusty, na ciemnych ulicach milczenie; zdala na Wawelu rysuje się kontur zamku królewskiego z wieżycami kościoła i stoi wysoko, niby widmo ciche, opiekuńczy duch miasta.
Noc i cisza wszędzie, wszystko uśpione; — cóż to za światło błyszczy w małem okienku przy kościele? Tu ktoś czuwa mimo spóźnionej godziny, ktoś, co snu nie zna.
W dużem krześle przy siole, kobiercem zasianym, założonym kartami pargaminu, przy blasku świec woskowych, siedzi mąż poważny, o twarzy bladej, zmarszczkami pokrytej, wysokiem czole i rozumnych oczach, w których maluje się namysł głęboki, wielkie skupienie uwagi i myśli.
Przed nim karta, zapisana do połowy, na której od czasu do czasu zwolna i wyraźnie nakreśli jakieś zdanie. Znów się namyśla, sprawdza w rozłożonych kartach, w księgach na półce obok ustawionej, rozważa, — pisze dalej. Czasem wzrok jego błyszczy wyrazem natchnienia, i pisze długo, nie składając pióra i nie podnosząc oczu, aż nagle się zatrzyma, w twarzy znać wahanie, niepokój. Znowu bada, szuka, namyśla się, sumienia pyta i własnego rozumu, czasem oczy wzniesie na krzyż, umieszczony wprost niego nad łóżkiem, a usta poruszają się modlitwą: snać Boskiej wzywa w trudnościach pomocy.
Godziny płyną długie i ciche, praca posuwa