Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/98

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ukrzyżować tych, co własną sobie wynajduję cnotę, — nienawidzą samotnika.
Miej się na baczności przed świętą prostodusznością! Wszystko, co nie prostoduszne, jest dla niej nieświęte; chętnie przytem ogniem ona igra, ogniem — stosu.
I wystrzegaj się porywów swej miłości! Zbyt szybko wyciąga samotnik rękę ku temu, kogo napotyka.
Niektórym ludziom nie wolno ci podawać dłoni, lecz łapę: chcę przytem, aby twa łapa i pazury miała.
Lecz najgorszym wrogiem, jakiego napotkać możesz, będziesz zawsze sam dla siebie; sam czyhasz na siebie po jaskiniach i lasach.
Idziesz, samotniku, drogą ku samemu sobie! Tuż obok ciebie droga twa wiedzie i tuż obok twych siedmiu djabłów!
Kacerzem będziesz dla siebie i czarownicą, będziesz i wróżbiarzem, i błaznem, i wątpicielem, i nieświętym, i złoczyńcą.
Winieneś pragnąć, abyś się spalił we własnym ogniu: jak bowiem odnowić się chcesz, jeśliś się wprzódy w popiół nie zamienił!
Idziesz, samotniku, drogą tworzącego: boga chcesz sobie stworzyć z siedmiu djabłów swoich!
Idziesz, samotniku, drogą miłującego: samegoś siebie umiłował i gardzisz przeto sobą, jak gardzą, którzy kochają.
Tworzyć pragnie kochający, jako że wzgardził! Cóż ten wie o miłości, który nie musiał gardzić tem właśnie, co ukochał!
Z miłością swą idź do samotni i z twórczością swą, o bracie mój; — późno powlecze się wreszcie za tobą kulawa sprawiedliwość.
I ze łzami niemi idź do samotni, o bracie mój! Kocham tego, co ponad siebie samego tworzyć pragnie, i tak oto zanika. —

Tako rzecze Zaratustra.