Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



10

Mówił to Zaratustra do serca swego, gdy słońce na południu stało. Nagle spojrzał pytająco w górę, gdyż usłyszał ostry krzyk ptaka. Patrzy! — oto orzeł ciągnie górą, szerokie zataczając koliska; zawisa na nim wąż, wszakże nie jako łup, lecz jako druh: gdyż owija mu się wokół szyi pierściennemi kręgi.
— Moje to zwierzęta! — wołał Zaratustra, radując się serdecznie.
„Najmądrzejsze zwierzę pod słońcem i najroztropniejsze zwierzę pod słońcem — na wywiady wyruszyły one.
Wywiedzieć się pragną, zali Zaratustra żyje jeszcze. Zaprawdę, żywięż ja jeszcze?
Niebezpieczniej było mi śród ludzi, niźli pośród zwierząt, niebezpiecznemi drogi idzie Zaratustra. Nechże mię zwierzęta moje wiodą!“
Gdy Zaratustra te słowa wyrzekł, wspomniał nagle na słowa świętego z lasu, westchnął i rzekł do swego serca:
Obym był rozważniejszy! Obym był aż do głębi rozważny, jako wąż mój!
Lecz o niemożebną upraszam ja rzecz: błagam więc mą dumę, aby zawsze szła w parze z mą roztropnością!
A gdy mię ma roztropność opuści, — och, lubi ona odlatywać! — wówczas niech się ma duma z szaleństwem mem poniesie! —
— Tak się poczęło znijście Zaratustry.