Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/376

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ciągle się snujący, zawsze tułający.
To szaleniec tylko! To tylko poeta!

Więc to — prawdy oblubieniec?
Nie cichy, nie drętwy, nie gładki, nie zimny,
I nie sposągowiały,
Jako posąg Boga,
Przed chromami nie stawiany,
Jako warta Boża:
Nie! Tyś mi wrogi prawdy tym posągom,
W każdej puszczy bardziej swojski, niźli przed świątnicą,
Pełen kociej samowoli,
Poprzez każde okno walisz
Skokiem! w każdy spadasz traf,
Każdą knieję rad powęszysz,
Żądnie — tęsknię w nozdrza chłoniesz,
Aby w puszczy uroczysku
Wśród drapieżców gdzieś plamistych
Biegać piękny, kraśny, grzesznie zdrów,
Z obwisłemi żądzą wargi,
Błogo szyderczy, piekielny, błogo krwiożerczy
W mateczniku krążyć, rabując, pełzając i łżąc: —

Lub jak orzeł, co długo
W przepaściach drętwy topi wzrok,
W swoich przepaściach: — —
O, jakże się tu one w dół,
W otchłań, w bezdeń,
W coraz to głębszą kłębią głąb! —
Potem,
Nagle, w drżący grot,
W śmigły lot,
Już w jagnięta orzeł godzi.
Gromem spada ptak rozżarty,
Jagniąt krwi łakomy,