Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


5

Takim jest oto szlachetnych dusz obyczaj: niczego nie chcą mieć one darmo, najmniej zaś życia samego.
Kto z motłochu jest, darmo żyć ten pragnie; my zaś, którym się życie dało, — rozważamy nieustannie, cobyśmy w zamian dać mogli!
I zaprawdę, dostojna to mowa, co powiada: „co nam życie obiecuje, dotrzymajmyż tego — życiu!“
Nie należy chcieć używać, gdy się samego używania nie daje. I — nie należy chcieć używać!
Użycie i niewinność to najwstydliwsze są twory: nie powinno się ich szukać. Należy je mieć —, lecz bardziej jeszcze należy winy i bólu szukać! —

6

O, bracia moi, kto pierwszym jest płodem, ten na ofiarę zawsze idzie. Lecz oto my pierworodnymi jesteśmy.
Krwawimy wszak wszyscy od utajonych razów ofiary; płoniemy! spalamy się wszyscy na cześć starych bożyszcz.
Co najlepsze jest w nas, młode to jest jeszcze: drażni to stare podniebienia. Ciało nasze jest wątłe, skóra jest futrem jagnięcia: — jakżebyśmy starych bożyszcz kapłanów drażnić sobą nie mieli.
W nas samych mieszka on, ten starych bałwanów kapłan, który wszystko, co w nas jest najlepszego, na ucztę sobie warzy. Och, bracia moi, jakżeby pierwsze płody ofiarami być nie miały!
Lecz tego właśnie ród nasz pragnie; kocham zaś tych, którzy trwać nie chcą. Kocham zachodzących całą swą miłością: gdyż oni to przechodzą za rubież. —