Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kto mojego jest rodu, temu tylko moje wydarzenia przytrafiać się mogą: tak, że za pierwszych towarzyszy mieć będzie trupa i poliszynela.
Wtórymi towarzyszami zaś będą mu jego wyznawcy: żywotny to rój, wiele tam miłości, wiele szaleństwa, wiele gołowąsego uwielbienia.
Do tych wyznawców sercem lgnąć nie powinien, kto między ludźmi mojego jest rodu; w te wiosny i łany barwiste wierzyć nie powinien, kto zna płochość i tchórzliwość ludzkiej natury!
Gdyby inaczej mogli, inaczejby też chcieli. Połowiczni psują wszystko całe. A że liście więdną, — czegóż tu biadać!
Zaniechaj więc ich, o Zaratustro, i nie biadaj już! Raczej zadmij gwałtowniejszymi wichry między nich, —
— zadmij między te liście, o Zaratustro, aby wszystko powiędłe jeszcze prędzej ciebie odbiegło! —

2

„Pobożni staliśmy się znowu“ — wyznają dziś ci odszczepieńcy; zaś niejeden z nich jest nawet zbyt tchórzliwy, aby to wyznał.
Takim w oczy zaglądam, — takim powiadam w oczy i w sromą krasę ich policzków: jesteście tacy, którzy się znowu modlą!
Aliści hańbą jest modlenie się! Acz nie dla wszystkich, wszelako dla ciebie i dla mnie, oraz dla tych, którzy swe sumienie w głowie mają. Dla ciebie hańbą jest modlenie się!
Wiesz wszak o tem: tchórzliwy to djabeł w tobie rad ręce składa, rad ręce zakłada i wygodniej sobie czyni: — djabeł ten tchórzliwy szepcze ci: istnieje Bóg!“
Lecz tem oto zaliczyłeś się do onego plemienia, pierzcha-