Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/234

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bywają zimni i szukają ciepła w wodach wyskokowych; bywają rozpaleni i szukają ochłody u duchów zamarzłych; wszyscy oni są mdli i ochorzali od opinji publicznych.
Wszystkie występki i chuci są tu u siebie w domu; lecz i tu bywają cnotliwi, jest tu wiele podatnej, urzędy sprawującej, cnoty: —
Wiele cnoty podatnej o palcach piszących, o wysiadach twardych i cierpliwych, cnoty, błogosławionej małemi gwiazdkami na piersiach i wypchanemi bez kupra córami.
Jest tu też i wiele pobożności, a wśród bohomolstwa wiele śliny połykania i pochlebstw zgotowywania dla Boga hufów orężnych.
„Z góry“ wszak pada gwiazda na pierś i ślina łaskawa; ku górze tęskni każda pierś bez gwiazdy.
Za księżycem gwiazdy, a za dworem dworskie cielęta: do wszystkiego, co z dworu, modli się plemię żebracze i podatna żebraków cnota.
„Służę, służysz, służymy“ — takie oto modły zanosi każda podatna cnota ku księciu: aby zasłużona gwiazda uczepiła się wreszcie wąskiej piersi!
Księżyc obraca się wokół wszystkiego, co ziemskie: tak obraca się książę wokół rzeszy najbardziej ziemskiej: jest nią złoto kramarzy.
Bóg hufów orężnych nie jest bogiem targów pieniężnych; książę układa, zaś kramarz — włada!
Na wszystko, co jasne, silne i dobre w tobie, o Zaratustro! spluń na miasto kramarzy i zawróć czemprędzej!
Tu przez wszystkie żyły płynie krew gnilna, ciepława, pienna: spluń na wielkie miasto, które jest wielkim ściekiem, gdzie wszystkie szumowiny spieniają się do kupy.
Spluń na miasto wgniecionych dusz, wąskich piersi, zawistnych oczu i lepkich palcy —
— na miasto natrętów, bezczelników, krzykaczy a bazgraczy i próżnością rozjątrzonych: —