Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/219

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— uśmiechać bezoblocznie z świetlanych źrenic, a milowych dali, wonczas gdy na niżach przymusy, cele i winy dymią jak deszcze.
A gdym samotny wędrował, czegóż łaknęła ma dusza po nocach i na ścieżkach swych błędnych? A gdym na góry się wspinał, kogóż, jeśli nie ciebie, szukałem ja na górach?
A wszystkie te moje wędrowania i po górach wędrówki: niedołęstwem były wszak one i wybiegiem niezaradnego: latać chciała jedynie wola ma cała, w ciebie oto wlecieć!
I czegóżem ja bardziej nienawidził ponad rozwłóczone chmury i wszystko, co ciebie plami? I swą nienawiść nienawidziłem ponadto, iż ona ciebie kalała!
Dla tych rozwłóczonych chmur żłoby jam pełen, dla tych pełzających kotów drapieżnych: mnie i tobie kradną one nasze wspólne, olbrzymie, nieogarnięte „tak!“ i „amen!“
Dla tych pośredników i mątw pełni jesteśmy żłoby, dla tych chmur rozwłóczonych: dla owych połowicznych, co ani błogosławić, ani kląć nie potrafią.
Raczej pod zaniknie tem niebem w beczce tkwić, raczej bez nieba na dnie przepaści trwać, niźli ciebie, świetlany niebios stropie widzieć zbrukanym przez rozwłóczone chmury.
Po tylekroć brała mnie ochota złotym zygzakiem błyskawicy przygwoździć je do nieba, aby, jako piorun, na ich kałdunach, niby na kotłach, zabębnić: —
— tym gniewem mściwy pałkierz, że mi twe tak! i twoje amen! kradną — niebios ty stropie ponade mną przeczysty! Świetlany! Światła ty przepaści! — że mi moje tak! i moje amen! zrabować chcą.
Bo zcierpię ja raczej łoskoty, gromy i wszystkie klątwy nawałnicy, niźli ten przebiegły, wątpliwy spokój kotów; a i pośród ludzi najserdeczniej nienawidzę wszystkich lekko stąpających, połowicznych i wątpliwych: te ociągające się rozwłóczone chmury.
A „kto błogosławić nie umie, niechże kląć się nau-