Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


czyć pijać z każdej szklanicy; kto zaś między ludźmi czystym pozostać pragnie, winien potrafić i w brudnej umywać się wodzie.
I tak oto mawiałem nieraz ku swej otusze: „Dalejże! Dalej! Stare serce! Chybiło ci nieszczęście: zażywaj go więc jako swego — szczęścia!“
Lecz oto ma druga roztropność ludzka: oszczędzam próżnych bardziej, niźli dumnych.
Czyż urażona próżność nie jest matką wszelkich tragedji? Lecz gdzie duma urażona bywa, tam zwykło wyrastać jeszcze i coś lepszego, niźli duma.
Aby widok życia znośny się wydawał, winna być gra życiowa dobrze odgrywana: lecz na to dobrych potrzeba aktorów.
Dobrymi aktorami byli mi zawsze ludzie próżni: oni grają i pragną, aby im się chętnie przyglądano, — cały ich duch tkwi w tej chęci.
Oni wystawiają się na widowni, oni odkrywają samych siebie; lubię w ich bliskości przyglądać się życiu, — to leczy z przygnębienia.
Przeto oszczędzam próżnych, iż mi są lekarzami w przygnębieniu i przywiązują do człowieka, jako do widowiska.
A wreszcie: któż wymierzy w próżnym całą głąb skromności! Jestem dlań dobry i pełen współczucia, dla tej jego skromności.
Od was pragnie on zaczerpnąć wiary w samego siebie; on pasie się waszemi spojrzeniami, pożera pochwały z waszych rąk.
Nawet i kłamstwom waszym rad uwierzy, jeśli dobrze o nim kłamiecie: gdyż w najskrytszej głębi wzdycha jego serce: „czemże ja bo jestem!“
A skoro ta cnota jest prawdziwa, która nie wie o sobie: — otóż, próżny nie wie o swej skromności!
I tem jest ma trzecia roztropność ludzka, że widoku ludzi złych nie pozwalam obmierzić sobie waszą lękliwością.